Destrukcja


Mówią, że na początku był chaos. U nas jak zwykle jest odwrotnie, bo na początku był dom-muzeum z działką pełną smutnych prostokątnych grządek bez chwastów, na chodnikach nie było jednego zbędnego listka, próżno też było szukać biegaczy, pasikoników i poskrzypki. My nie używamy chemii, nawozy są naturalne, Jarek jest mistrzem w tworzeniu najbardziej śmierdzących mikstur na świecie!  W jednym z pojemników na wodę do podlewania zamieszkał nawet kosmiczny zwierz – pluskolec ( żyje pod wodą, ma odnóża w kształcie wioseł i jest świetnym pływakiem, ale gdy mu się znudzi wychodzi na powierzchnię, suszy skrzydła i odlatuje w siną dal !). Gdy zaczęliśmy ogarnianie Łubinowej, wrócił mirkokosmos. Dom to trochę jak deska zeżarta przez korniki, na zewnątrz wygląda dobrze, ale w środku nie jest już tak słodko. Jest trochę prac z zakresu ‘hard’, które musimy wykonać: skucie betonowej opaski wokół domu ( beton idealny na schron), wyizolowanie fundamentów ( cholerna wilgoć), wymiana instalacji ( kaloryfery ważą tyle co łódź podwodna). Z tej listy ‘hard’ możemy skreślić pierwszy punkt: wyburzenie garażu/ szopy w bezpośrednim sąsiedztwie domu. Juhuuu, rozpoczęliśmy etap zniszczenia!

A więc tak, teraz jest chaos i destrukcja, wkraczamy w fazę totalnej rozpierduchy. Niszczymy stary garaż zbudowany z metalowych grzejników. Jarek spędził wiele godzin na rozbieraniu, przecinaniu i burzeniu. Garaż na graty ma ok.30m2 powierzchni i kryje w sobie kilogramy złomu, zmurszałego drewna i śmieci, styropian, beczki z dziwną zawartością, stare rurki i sznurki . Wszystko to trzeba posegregować, spalić lub wywieźć na wysypisko/złomowisko. Idzie nowe, trzeba zatem oczyścić to miejsce. Dlatego też mój mąż stworzył Borutę ( gatunek żeński), to stara metalowa beczka, która sprawiła, że w promieniu 5m czujesz się jak w Afryce! Boruta żywi się rozbiórkowym drewnem i naprawdę malowniczo wygląda, szczególnie wieczorem. Przywiązaliśmy się do naszego pomocnika, zapadła zatem decyzja, że zamieszka na tarasie nowego domu (jeśli przeżyje). Dorobimy jej tylko stylowe nóżki i będzie palenisko jak z bajki. 

Ogień daje mi siłę, uspokaja, wprowadza w niemal narkotyczny trans. Mogę godzinami siedzieć  i patrzeć w pełgające ogniki. Jestem wtedy pramną i postsobą. Jestem wszystkimi wcieleniami w przeszłości i przyszłości. Przez wiele lat było na Łubinowej pełno innej energii, emocji. Teraz palimy ogień aby oczyścić to miejsce, żeby było prawdziwie nasze. Nie chcę abyście poczuli się jak na blogu uduchowieni.pl, więc dodam , że mamy po prostu mnóstwo rozbiórkowego drewna i musimy je zutylizować:-D. 

Apokaliptyczny krajobraz Łubinowej to świetne miejsce do fotografii ruderalnej. Feeria barw i życie wkraczające po cichu, jakby od środka. Robale jedzą stare drewno, rośliny delikatne anektują grunt. Łażę z aparatem zapadając się w dechy, szukając detalu. Patrzę ile odcieni może mieć rdza, rozpadające się drewno. Gdy piszę te kilka słów, Jarek właśnie dobija ruderalną konstrukcję. Niedługo będzie tutaj nasz taras :-)
 
Kiedyś miałam okazję załapać się na ostatnią wycieczkę po łódzkiej elektrociepłowni EC1 tuż przed jej renowacją. Wspaniałe secesyjne, industrialne wnętrze. Teraz elektrownia jest sercem nowego centrum Łodzi oraz świetnym przykładem rewitalizacji na europejską skalę. W mojej głowie odbite są niewyraźne obrazy żeliwnych balustrad czy maszyn jak z filmu fantasy. Wtedy nie potrafiłam robić zdjęć, teraz umiem już trochę. Szkoda, że tamte obrazy zatarły się w mojej pamięci, lubię zatrzymywać czas. Dokumentuję historię destrukcji bogatą w detale. Tym razem będzie do czego wracać.
 
Ach! Drogie i Drodzy, na koniec zaproszenie do DIY, czyli po naszemu ‘Zrób to sam’. Każdy może sobie stworzyć taki ognisty portal do podróży w czasie. Trzeba tylko użyć wyobraźni i …odłożyć telefon :-)






Komentarze

Popularne posty